Blog
Perspektywicznie
Michał Wojciechowski
Michał Wojciechowski Świecki profesor teologii w Olsztynie, biblista, wolnościowy publicysta konserwatywny
20 obserwujących 76 notek 94024 odsłony
Michał Wojciechowski, 15 czerwca 2015 r.

Dlaczego JOW są lepsze?

Pisałem o tym już w 1990... Ponizej tekst z 2003.

Ordynacja proporcjonalnie partyjna

 

Gdy media zalewają odbiorców bezrefleksyjnymi relacjami o bieżącym stanie polityki, nigdy nie dość przypominania o przyczynach złych zjawisk. Jedną z najważniejszych jest sposób dobierania rządzących.

Dziś w Polsce zwykły człowiek pyta: dlaczego korupcja w kręgach władzy? dlaczego niestałość i niesłowność rządów? dlaczego kłótnie w Sejmie? Przyczynę widzi w osobistej nieuczciwości polityków albo w spiskach i od udziału w życiu publicznym się odsuwa. Jest to część prawdy – lecz nie cała. Takie zjawiska, jak rozdrobnienie i nieodpowiedzialność Sejmu, brak większości rządzącej, samowola partii rządzącej, która bynajmniej nie zdobyła w wyborach znaczącej większości, nie wzięły się znikąd. Nie wziął się też znikąd system prawny, który chroni polityków przed odpowiedzialnością i uniemożliwia zmiany.

 

Wybory proporcjonalne

Trzeba przypominać, że trzonem tego systemu jest sposób wybierania posłów i senatorów – ordynacja wyborcza. Skoro w wyborach chodzi o wyłonienie przyszłej władzy przez ogół obywateli, o wartości ordynacji stanowią dwa sprawdziany: 1. Jakie uprawnienia daje ona wyborcy? 2. Czy z wyborów może się wyłonić dobrze funkcjonująca władza? W obu tych testach ordynacja, według której miejsca w parlamencie dzielone są proporcjonalnie do liczby uzyskanych przez różne partie głosów (jak to przewiduje polska ordynacja i niestety konstytucja), wypada fatalnie.

Przy ordynacji proporcjonalnej wolność wyboru głosującego jest na rozmaite sposoby ograniczana.   Najpierw przez podział na listy, czyli typową sprzedaż wiązaną. Głosujemy na jednego – podciągamy i innych, na ogół nie wiadomo kogo. Wolność wyboru jest też bardzo pomniejszona przez niedobór informacji o kandydatach. Jeśli list jest wiele, a na nich widać po kilkunastu kandydatów, ogół obywateli może w tej sytuacji tylko wybrać na chybił trafił jakąś etykietkę partyjną. A ci, co chcieliby wybrać świadomie, nie mogą – i zostają w domu. Szczególnie dotkliwe jest to w warunkach polskich, gdzie brak dobrej prasy informacyjnej, a państwowe programy telewizyjne forsują jedną opcję – lewicową.

O składzie list decydują… o właśnie, kto? Układający listy mają na skład parlamentu wpływ większy niż ogół obywateli, i oczywiście ich kosztem. A raz wybrany poseł daleko więcej będzie się liczył z partyjną górą niż z wyborcami, bo od owej góry zależą przyszłe kadencje i inne korzyści.

Ordynacja proporcjonalna ma zdaniem jej zwolenników tę zaletę, że każda tendencja może być odpowiednio w Sejmie reprezentowana. Nie całkiem tak jest. Jest to w gruncie rzeczy tylko prawo do niewielkiej procentowo opozycji. Prawa mnogich politycznych mniejszości wzajemnie się ograniczają albo wręcz znoszą. Zaś większość nie ma żadnych praw, bo jej samej nie ma!

W dodatku nasza ordynacja wcale nie jest w pełni proporcjonalna; przecież SLD zawsze uzyskuje w wyborach większy procent miejsc niż oddanych głosów. Zasadą faktyczną jest (nie)proporcjonalność na rzecz partii większych, realizowana przez próg 5% i sposób dzielenia mandatów w okręgach. Wątpię zresztą w zgodność tego stanu rzeczy z zapisem konstytucji.

Ordynacja senacka jest teoretycznie większościowa, ale też została popsuta. Kiedyś była przewidziana druga tura, teraz nie. Można być wybranym mając tylko parę procent głosów, jeśli tylko głosy oddane na innych podzielą się jeszcze bardziej. Senator też reprezentuje raczej jedną frakcję niż wyborców.

 

Następstwa

Skutki ordynacji proporcjonalnej dla przyszłych rządów to rozdrobnienie i niestabilność. System ten bardzo utrudnia stworzenie trwałej większości w parlamencie. Gdy partii u władzy jest kilka, albo choćby dwie, rząd może zostać w każdej chwili obalony, zaś nowy sojusz parlamentarny zmieni kierunek ustawodawstwa. Sama możliwość takiego obrotu sprawy – a tym bardziej jego faktyczne zajście – destabilizuje gospodarkę i odwraca uwagę rządu od rządzenia na rzecz paktowania z parlamentem, jak też naraża go na lekceważenie zagranicy. Wszelkie reformy są częściowe i niezdecydowane.

Faktycznie nie rządzi ani parlament, ani rząd, ani też prezydent, lecz przywódcy frakcji, którzy mogą zmieniać sojusze albo szantażować rząd wycofaniem poparcia. Tak właśnie się nie raz działo! Jest to recepta na zastój, bo każda konkretna propozycja może się nie spodobać którejś z partii koalicji rządzącej. Trudno też sobie wyobrazić zgromadzenie większości dwóch trzecich głosów do poprawienia konstytucji (która służy utrzymaniu złego systemu...).

System taki zabezpiecza interesy partii politycznych kosztem państwa i obywateli. Nieduże partie myślą głównie o zwiększeniu popularności, co najłatwiej osiągnąć przez obietnice i krytykanctwo, a nie przez wzięcie na siebie ciężaru odpowiedzialności. Tę sytuację trudno zmienić. Przecież w Sejmie „proporcjonalnie” podzielonym partie są dość małe. Ordynacja proporcjonalna gwarantuje im, że jeśli zachowają swoje 5, 7, 10, 20 procent partykularnego poparcia, w tejże liczbie zostaną w Sejmie. Bardzo to utrudnia stworzenie większych, jednoznacznych i odpowiedzialnych obozów politycznych. Widać, jak wolno się one w Polsce rodzą. Także stronnictwo największe, SLD, takich cech bynajmniej nie ma.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Pamiętam, że o prawdę i Polskę trzeba się bić. Nie lubię Warszawy i odwracania kota ogonem. Lubię rodzinę i przyrodę.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @ŻÓŁW PĘDZIWIATR nadzieja ta byla nieuzasadniona. Jeśli ktoś planował III wojnę, to...
  • @MILTON Durni patrioci, ktorymi posłużyla się Rosja, oraz paru sprzedawczykow, którzy...
  • @MILTON PS. hasla encyklopedyczne od 1 do 1000 linijek pisac umiem - ale to jest INTERPRETACJA.

Tagi

Tematy w dziale